MAŁA RÓŻNICA WIEKU - MOJE PRZEMYŚLENIA PO ROKU

wtorek, 23 sierpnia 2016
data:post.title


Rok temu, będąc "na ostatnich nogach" zastanawiałam się jak to będzie, co mnie czeka, czy podjęliśmy dobrą decyzję, decydując się tak szybko na drugie dziecko? Przeszukiwałam fora, dyskusje pod artykułami i pytałam każdą napotkaną matkę, która ma też małą różnicę wieku między swoimi pociechami - jak to będzie ? !
Dlatego postanowiłam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami i doświadczeniami po roku, (już !) bycia mamą dwóch córek, które dzieli 19 miesięcy. Jednak od początku. Gdy zbliżało się Boże Narodzenie 2014 roku czułam, że znowu to samo: mdłości, zawroty głowy.. Postanowiłam pójść 23 grudnia rano na test HCG do laboratorium. Już po 14 tego samego dnia wiedziałam - jestem w ciąży ! Byłam bardzo szczęśliwa, zresztą Kuba też. No i zaczęło się rozmyślanie - czy aby na pewno dobrze zrobiliśmy, czy damy sobie radę, jak przeżyje to Klarcia, która miała niespełna 11 miesięcy ? Cóż, nie było odwrotu od naszej decyzji :) Początki mojej ciąży nie należały do najlepszych - zawroty głowy i CAŁODOBOWE mdłości do 5 miesiąca, były moją zmorą. A tutaj była malutka Klarcia, która potrzebowała dużo uwagi i miłości. Na szczęście już chodziła, w momencie gdy dowiedziałam się o ciąży. O tyle więc było łatwiej, ale oczywiście musiałam ją dźwigać, nosić - tego nie dało się uniknąć. Pomoc Kuby, wtedy była nieoceniona, szczególnie jeśli chodzi o czas poświęcany Klarci gdy tylko wracał z pracy. A co z przygotowaniem Klary ?



Termin porodu miałam wyznaczony na 2 września. Przygotowania rozpoczęliśmy szybko, już w weekend majowy Klara spała w swoim pokoju i w nowym łóżku - jej łóżeczko schowaliśmy do szafy i nie pokazywaliśmy aż do września, kiedy to Kuba złożył je dzień po urodzeniu się Frani. Zazdrości o nie, nie było, bo od maja do września zdążyła zapomnieć o tym, że kiedyś w nim spała. Przenosiny do jej pokoju obyły się bez większych problemów. Kupiliśmy kilka książeczek o pojawieniu się rodzeństwa na świecie, a przy każdym spacerze pokazywaliśmy niemowlęta w gondoli. Dotykaliśmy mój rosnący brzuch jednak wizyty na USG nie było.Uważałam, że 1,5 roczne dziecko nie zrozumie o co tutaj chodzi.Mijały miesiące aż nadszedł dzień 29 sierpnia. Zaczęłam rodzić w nocy - z piątku na sobotę, a w domu byłam w poniedziałek o 21. Oprócz tego Klara odwiedzała mnie w szpitalu gdy urodziłam. Pierwsze nasze spotkanie było dość dziwne - Klara się mnie wstydziła - za to od razu całowała i głaskała swoją siostrzyczkę - wiedziałam, że się pokochały !



Pierwszą noc w domu spędziliśmy razem w łóżku z Klarą - była za mną stęskniona, wiedziałam, że wymaga więcej uwagi od maluteńkiej Frani. Tak też robiłam na co dzień . Gdy tylko Frania była nakarmiona, przewinięta i położona, byłam na 100 % dla Klary. Po za tym pozwalałam jej na tyle ile mogła, opiekować się siostrą( przy czym jestem całkowitym przeciwnikiem mówienia dziecku, że jest starsze i musi się zajmować/opiekować młodszym rodzeństwem). Ale o tym może napiszę innym razem. I tak mijały nam kolejne 3 miesiące w niemowlęctwie Frani, która masę czasu spała. Ja wtedy nie odpoczywałam, tylko dawałam z siebie wszystko dla Klarci, Mijały kolejne miesiące, Frania robiła się coraz bardziej kontaktowa i reagowała wspaniale na Klarę a ona na swoją siostrę, z którą mogła nawiązać jakiś kontakt. Do mniej więcej końcówki maja była sielanka - Frania siedziała, śmiała się i obserwowała Klarę. Klara - jako starsza siostra - bardzo cieszyła się, że komuś imponuje: dawała jej zabawki, wygłupiała się, skakała i cieszyła się z widowni. Schody zaczęły się od 24 maja - moment, w którym Franusia zaczęła raczkować.



I tutaj musiałam i nadal muszę mieć oczy dookoła głowy, bo oprócz "zajrzy dziury" jaką jest raczkujące dziecko, to jest z niej też mały psotnik, a raczej "papużka" Klary. Zabierane jest Klarci wszystko i wszystko rozwalane, muszę się dużo nagimnastykować żeby się zgodziły i bawiły, co wiąże się z tym, że prawie cały czas się z nimi bawię, w imię względnego spokoju. Drzemka Frani nie jest już moim czasem tylko czasem dla Klary, sam na sam z mamą.
Czytałam wiele poradników i w każdym było jasne napisane - dziecko musi mieć kontakt intymny, całkowicie osobisty z każdym z rodziców, bez asysty rodzeństwa, I tak staramy się robić z Kubą, żeby każda z dziewczyn miała nas chociaż przez chwilę w ciągu dnia na wyłączność. I uważam, że to najlepsze co zrobiliśmy. Ponieważ między dziewczynami NIE MA ZAZDROŚCI i nie było jej nigdy ! Oczywiście, kiedy przyjeżdża dziadek i widzi Franie, która podchodzi do niego tak nieporadnie na swoich tłuściutkich nóżkach, Klara wyprzedza ją w mgnieniu oka. O zdrowych objawach zazdrości, takich naturalnych, nie wspominam. Chodzi mi o zazdrość taką z zawiści, złości, taką niebezpieczną i nieprzyjemną. Klara nigdy nie uderzyła Frani i nie popchnęła. Całuje ją i przytula, ale kiedy Frania zaczyna jej się psocić, to płacze i mnie woła - tak ją nauczyłam. Nie mogę jej mówić: ,,ustąp'' albo ,,niech się pobawi'', bo gdybym ja miała świetną zabawę i przyszedłby do mnie taki mały psotnik - byłabym wściekła i zrobiła z nią porządek. Do tego gdyby mama kazała mi to akceptować - chyba bym znienawidziła tego bobasa. Ale wyszłam z założenia, że wcielę się w skórę Klary i będę starała się likwidować, to co mogłoby ją zniechęcić do Frani. Dlatego też sama świadomie karmiłam Franię MM. Tak, tak - świadomie. Wiem, że spadną na mnie gromy z nieba i opinie, że nie jestem prawdziwą matką. Decyzję podjęliśmy wspólnie z Kubą, z prostych powodów - jesteśmy sami z dwójką dzieci i spędzamy z nimi 24h. Bycie rodzicem bez pomocy mamy, teściowej czy siostry, zrozumie każda dziewczyna, która tego doświadczyła. Frania nie dosyć, że najadała się MM, to jeszcze szybciej przesypiała noce, a ja nie serwowałam Klarze telewizji przez kilka godzin dziennie, żeby zabawić czymś półtoraroczniaka, żeby co 2-3 godziny przez 20-30 minut karmić bobasa. Stwierdziłam, że Klara nie zaakceptuje karmienia Frani. I wiecie co mogę Wam napisać - według mnie to była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Klara nie była zazdrosna o mamę, a ja miałam więcej sił do tego, aby stawiać czoło kolejnemu dniu. Wiem, że są dziewczyny, które dały radę i jakimś cudem ich pierwsze dziecko nie było zazdrosne, i tak jak ja były skazane na samotne wychowane wespół z mężem. Przyznaję - ja tego bym nie potrafiła. 


Po roku posiadania dwóch wspaniałych córek, bardzo od siebie różnych, ale wspaniałych, mogę napisać, że mała różnica wieku jest w naszym przypadku bardzo dobrym rozwiązaniem. Klara nie jest samolubem, kocha siostrę, uczy się samodzielności, empatii, Frania jest bardzo rozwinięta jak na swój wiek dzięki obecności Klary. Dużo ją naśladuje i robi większe postępy niż jej siostra w takim samym wieku. Jeśli chodzi o mnie - jest o wiele ciężej niż gdybym miała teraz samą Klarę, ale uważam, że zyskałam na tym. Potrafię jeszcze lepiej się organizować i wykorzystać dzień. Stałam się bardziej cierpliwa. Jedynym minusem dla mnie są spacery, które były i są dla mnie czymś prawie, że niemożliwym. Gdybyśmy tylko mieli swój własny ogród, w którym bez ograniczeń mogłyby dziewczyny szaleć... Mieszkanie w mieście z jedyną opcją wyjścia na plac lub do parku z dwójką małych dzieci jest czymś trudnym. Niestety dla mnie to jedna z największych bolączek rodzicielstwa z małą różnicą wieku, o czym nigdzie nie przeczytałam. I przed tym Was przestrzegam jeśli myślicie o dwójce maluchów. Tak wygląda moje rodzicielstwo po roku bycia z dwójką wspaniałych dziewczynek, jeśli i wy macie jakieś doświadczenia z dziećmi o małej różnicy wieku, podzielcie się nią ze mną !










Zdjęcia Jagoda Kasznia

Prześlij komentarz