Polskie wakacje

poniedziałek, 1 sierpnia 2016
data:post.title

Trochę  na fali, trochę z potrzeby wyrażenia też siebie, chciałabym podzielić się moimi przemyśleniami na temat "typowych polskich " wakacji, które znowu tak bardzo podzieliły Polaków za sprawą krótkiego wpisu pani Agaty Młynarskiej. Czy stoję po jej stronie czy po stronie urażonych "Kiepskich", już spieszę z informacją jestem z Agatą !

Może uważacie, że pani Młynarska postawiła siebie wyżej w klasie społecznej i uważa swoją personę za tą lepszego sortu tylko i wyłącznie z tytułu znanego ojca i pieniędzy, na których brak nie może narzekać. Chyba troszkę się mylicie. Czy każda opinia musi być interpretowana wprost ? Czy może na lekcjach języka polskiego spaliście jak była interpretacja wiersza ? Czy musimy wszystko spłycać ? Abstrahując od pani Młynarskiej, czy słowa Korwina-Mikkego (skądinąd bardzo trafne) o tym, że kobiety lubią być trochę gwałcone oraz o tym, że Polsce przydałby się taki ktoś jak Putin też interpretujecie wprost ? No jeśli tak to jestem zawiedziona. Nie wszystko wypowiedziane ma swój początek i koniec w słowach. Jest coś po za słowem - myślenie. I właśnie o to mi chodzi w dzisiejszym wpisie. O brak myślenia tylko ślepe podążanie za tym co ktoś coś - gdzieś. Zero przemyślenia, zastanowienia czy analizy. Tak niestety dzisiaj wygląda spora część Polaków. Pani Młynarska celnie opisała typowe polskie wakacje nad morzem, które mnie osobiście bardzo ale to bardzo zniechęcają właśnie do wyjazdów nad ten nasz piękny rejon. Z mojego kwietniowego wpisu Gdzie na wakacje ?, wspomniałam o znienawidzonym przeze mnie przepychu straganów i bardzo prymitywnymi rozrywkami jakie serwują nam podmorskie miejscowości stając się uosobieniem przaśności, tandety i ogłupiania ludzi. To kwintesencja typowego Polaka - fana disco-polo, kolorowych ubrań z poliestru, morza wódki (lub piwa) grającego w "maszyny". Może i jestem bezlitosna i kogoś urażę, Może ktoś odczyta moje słowa znów dosłownie i pomyśli, że kolejna mądra się odzywa i zgrywa paniusie. Jednak chciałabym Wam uświadomić, że oprócz mediów to nawet miejsca wypoczynkowe nami manipulują nie pozwalając tak na prawdę wypocząć. W moim przeświadczeniu urlop to miejsce na relaks - cisza, spokój i oderwanie się od rzeczywistości a nie stragany i mrugające co metr neony, ciupagi, oscypki i delfiny ! Dajemy się ogłupiać nawet tym miejscom, które wprowadzają nas w podświadomy stan poddenerwowania a szczególnie dzieci, które są tak wrażliwe na najmniejszy bodziec - a rodzice na wakacjach są potem umęczeni bo maluchy płaczą a starszaki wymuszają - a to gierkę, a to samochodzik żeby się przejechać a to bańkę na wodzie. Wtedy dochodzi kolejny aspekt - umęczone matki, które muszą sobie w większości same radzić bo ojcowie są na wczasach ! No własnie ojcowie na wczasach z żółtym napojem bogów w dłoni, ze wspomnianą "otyłością spożywczą", którzy muszą wypocząć bo w końcu im się należy, a żona to przecież tak kocha dzieci to niech sobie je pilnuje, przecież wyjechała z domu prawda ? No tak ale ubranie dzieci rano, śniadanie, siusiu, kupa, przebranie bo się polało, spakowanie się na plażę, zabranie prowiantu, a potem wykąpanie dzieci, pobudzonych pięknymi straganami i straganikami a na końcu nareszcie uśpienie. W tym czasie mąż wypoczywa ! Oczywiście z rzeczonym napojem bogów, a wieczorem oczywiście wspólnie ze szwagrem albo najlepszym kumplem drinki, kieliszki i tak do północy. Potem nad ranem najczęściej z dziećmi i żoną w jednym pokoju można "siekierę powiesić" od odoru strawionego alkoholu i od rana znowu to samo.... Nie dziwię się kobietom, że po takich wakacjach są umęczone, bo jadąc nad morze zapewne liczyły na fajny czas, z dziećmi na plaży na wspólnych zabawach z tatą, na spacerach, a jak pogoda nie dopisuje na wspólnym graniu w gry planszowe. Oczywiście potraktowałam to z wielkim marginesem dodatku, bo wiem, że Ci młodsi ojcowie z mojego pokolenia już troszkę odchodzą od tego okropnego wizerunku polskiego ojca, fundowanego przez pokolenie ojców '50 '60 '70 . Cieszę się, że to się zmienia, że ojcowie już nie wstydzą się być przy porodach, potrafią od pierwszych chwil przewijać i kąpać dziecko a opieka nad malutkim stworzonkiem nie przeraża go tak bardzo jak naszych ojców. 

Tak więc polskie wakacje - jaki jest mój wymarzony scenariusz nad morzem ? W nadmorskich miejscowościach zakaz pozostawienia otwartych i głośnych gier ulicznych jedynie w wyciszonych i niewidocznych miejscach, stragany tylko z lokalnymi produktami i pamiątkami, restauracje i bary tylko z lokalnymi specjałami bez kebabów, hamburgerów czy pizzerii, a zaangażowanie rodziców nad opieką nad dziećmi- aby  było rozłożone po równo. No a wieczory przyjemne, we własnym gronie, lub rodziny czy przyjaciół w atmosferze biesiadowania, a nie upijania się do rauszu. Tyle.
Jeśli wy macie jakiś własny wymarzony scenariusz wakacji nadmorskich podzielcie się nim koniecznie ze mną !











 Zdjęcia Jagoda Kasznia

2 komentarze

  1. Marysia, brakuje tu tylko cytatu Młynarskiej, bo odnosisz się do niego, a niekażdy(w tym ja) ma pojęcie, co ona takiego napisała..
    Z pozostałym się zgadzam :)
    Twoja wierna czytelniczka - Aga!

    OdpowiedzUsuń
  2. Komentarz Pani Młynarskiej jest już na fb niedostępny - pozostaje więc tylko korzystać z cytatów, których wiarygodność może być dyskusyjna. O co jednak poszło Pani Redaktor? Najprościej mówiąc - wyraziła opinię. Opinia ta została odebrana przez większość czytających jako wywyższanie się i narzekanie egzaltowanej laluni ze "stolycy", znanej z telewizora, której się - jakżeby inaczej - nie podobają wakacje w polskim mieście wypoczynkowym.
    Teraz włączmy myślenie. Dlaczego ta opinia tak została odebrana - i czemu Pani Młynarska była przedmiotem takiego ataku?
    Po pierwsze - to była w całości opinia oparta na emocjach - i to negatywnych. Merytoryki zero. Te negatywne emocje wywołały w niej tłumy turystów w wakacje w wypoczynkowym nadmorskim kurorcie (coś równie dziwnego jak Krupówki pełne ludzi w długi weekend majowy), ich wygląd (Kiepscy z całej Polski się zjechali nad morze) oraz coś smażonego na starym oleju (wszak lokale nad morzem powinny mieć standard potraw a'la Atelier Amaro lub wyższy). A pozytywne emocje wywołuje tylko... joga na tarasie, zachód słońca nad morzem no i zapach sosen - oczywiście jeśli kontemplacji nie zakłócają Pani Redaktor budzące w niej obrzydzenie tłumy używających życia facetów, wymęczonych kobiet z towarzyszeniem stad wrzeszczących dzieciaków. Czy coś takiego można odebrać jako krytykę? Raczej nie - ludzie widzą to jako przejaw czepialstwa i zadzierania nosa. I zareagowali na to w sposób logiczny!
    Po drugie - czego się Pani Młynarska spodziewała? Że wszyscy wyjadą - bo ona przyjechała w poszukiwaniu ciszy i spokojnego wypoczynku? Czepianie się tego, że latem nad morzem są tłumy jest przejawem raczej pretensjonalności i krytykanctwa niż jakiejkolwiek dziennikarskiej rzetelności - jeśli szukała ciszy i spokoju, to są tam miejsca gdzie jest cicho i spokojnie. Że turyści będą wyglądać jak Misterzy Universum czy Miss Polonie? Cóż - nad morze przyjeżdżają zwykli ludzie, wyglądają jak wyglądają, przymusu posiadania super figury nie ma! Że jakiś olej nieświeży i że drogo? Cóż - można znaleźć lokale z dobrym jedzeniem, jest ich sporo, ale jak się szuka Gordonów Ramsayów w przyplażowej budce we Władysławowie w sezonie - to się człowiek przeliczy. I co najważniejsze - jakoś nie było słychać, żeby Pani Młynarska wcześniej wypowiadała się w tak pogardliwy sposób o swoich wyjazdach na wakacje czy wypoczynek za granicą. Tamtejsze grubasy widać nie były dość grube, jakość potraw zawsze i wszędzie rewelacyjna, tłumy znikały jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, wszędzie była czystość, ład, porządek - i, rzecz jasna, nikt nigdzie nie popijał browarów, dziećmi zajmowali się tylko i wyłącznie faceci, a anielsko wyglądające kobiety z promiennymi uśmiechami korzystały z życia i wakacji. Aha - no i sprzedawcy pamiątek też spotykani byli tylko gdzieniegdzie (a rzeczy ze swoich straganów, rzecz jasna super jakości, sprzedawali za grosze), a muzyka, jeśli gdzieś była, to chyba tylko poważna. Widzisz - ona takie coś dała właśnie do zrozumienia. Zrobiła dokładnie to, co krytykujesz w jednym ze swoich wcześniejszych postów - czyli ugruntowała stereotyp jakie to wakacje w Polsce są do bani, jak tu jest źle, nędznie i tandetnie. I za to właśnie zebrała po głowie!
    Też mi się nie podobają wszędzie powystawiane punkty handlowe z tandetą, drożyzna czy tłumy na plażach. Ale rozumiem, że to są wakacje - zarówno dla turystów, jak też mieszkańców miejscowości, które z turystyki żyją. To są dla nich żniwa (znaczenie tego słowa doskonale znasz z autopsji). I nie będę na to marudził - tak jak też na fakt, że ktoś ma nadwagę. Jeśli natomiast chodzi o kwestie wypoczywania, zajmowania się dziećmi - cóż... Fakt - zjawisko ma miejsce, ale nie na skalę masową. Chyba, że wypicie jednego browara to przejaw pijaństwa i nieodpowiedzialności:) Bo skoro już mowa o planach wakacyjnych, o które pytasz, to większość facetów odbiera to tak, jak w tej anegdocie, kiedy synek zapytał taty co to jest urlop - i usłyszał w odpowiedzi, że urlop to taki czas, kiedy człowiek nie musi słuchać szefa, ale musi słuchać żony... :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń