PRZEDSZKOLE - TAK CZY NIE ?

poniedziałek, 5 września 2016
data:post.title


Koniec wakacji, dzieci idą do szkoły a duża część maluchów i ich rodziców staje przed ważnym wydarzeniem - oddaniem dziecka do przedszkola. Rozterek nie mało, bo jak się już domyślacie, nasza Klara też poszła do przedszkola. Decyzja dla nas jako rodziców nie łatwa, bo oddajemy nasze dzieciątko pod opiekę obcych ludzi. Pewnie czytając kolejne blogerki i ich rozterki myślicie, że każdy się boi a i tak finalnie oddaje dziecko. Jednak ja pomimo oddania Klary do przedszkola nie jestem wielką entuzjastką ani przedszkola ani szkoły. Więc dlaczego zdecydowaliśmy się na to ? I jakie faktycznie mamy wątpliwości co do słuszności takich instytucji ? Czytajcie dalej !

Decyzja o "posłaniu" Klarci do przedszkola, od samego początku była dla mnie czymś oczywistym. Każdy przecież tak robi, jest zadowolony no i dzieci też są szczęśliwe ! Ale im dalej w las, im jestem mamą z dłuższym stażem i im bardziej zaczynam się zagłębiać w relacje i normy panujące w naszym społeczeństwie, stwierdzam, że wiele z nich dla mnie - niewybaczalnych - jest społecznie akceptowanych. Już spieszę z wyjaśnianiem. Przykład - przedszkole to dla wielu rodzicieli - WYBAWIENIE ! Wybawienie od własnych dzieci, którym nie chcą czytać książek, uczyć wierszyków, piosenek, dzielenia się zabawkami. Słyszę często - przedszkole nauczy, w przedszkolu będzie musiało... Moje ręce grzęzną po takich słowach w mule... Nie rozumiem tego i nigdy nie zrozumiem jak można nie poświęcać dziecku czasu, uważając jednocześnie, że bajki (1-2 h dziennie), tablet/smartfon są czymś dobrym. To nie jest wychowywanie dziecka - dom staje się przechowalnią, a w weekend najlepiej jechać do centrum handlowego z bawialnią - cały tydzień dziecko z głowy. I jeszcze taki jegomość pragnie zaznaczyć, że przecież wychowuje dziecko - zarabia na jedzenie, ubrania, zabawki i przyjemności. Ale ja się pytam - gdzie w tym wszystkim jest czas na prawdziwe wychowanie ? Na czas poświęcany dziecku - nie przy bajce, w kinie, w bawialni. Gdzie jest ten czas, intymna relacja rodzic - dziecko ? Bez żadnych bodźców - telewizora w tle, muzyki, tłumu ludzi ? Dlatego przedszkole jest dla mnie czymś na zasadzie "przechowalni dziecięcej", w której dzieci 2,5-4, 5 letnie spędzają często 9-10 godzin na dobę. Ktoś może zaraz napisać - dobra, dobra a kto będzie spłacał kredyt ? Co włożymy do garnka ? W skrócie telegraficznym (mam nadzieję że napiszę o tym osobny wpis) - uważam, że ludzie zadłużają się, inwestując w dom, samochód, wakacje często z próżności. I z presji społecznej - ten kto pracuje 8 godzin dziennie a resztę czasu spędza z dziećmi, żoną jest postrzegany jako życiowy loser - nie tyra od świtu do zmierzchu na - często - oczekiwania społeczeństwa, które tak na prawdę nie dają szczęścia. Czy pod koniec życia liczy się ile mamy w sejfie ? Czy w ogóle, i jaką stworzyliśmy rodzinę i kto będzie trzymał nas za rękę w chwili ostatniego oddechu ? 
Wracając do tematu, przedszkola jak już wcześniej napisałam są przechowalnią, która ma nauczyć nasze dzieci praktycznie wszystkiego. Tego oczekują rodzice, więc niejednokrotnie trafiają tam dzieci - agresywne, aspołeczne i niesubordynowane. Czy to wina dzieci ? Oczywiście, że nie. To wina rodziców. Dzieci są naszym lustrem - czy się nam to podoba czy nie. Sama z przerażeniem słyszałam kilka razy, w trakcie zabawy Klarci przekleństwa - słyszała je od Kuby, który mówił je pod nosem. Ale ona świetnie je zapamiętała i powtarzała. Od tego czasu nie mówimy przy niej niczego niecenzuralnego - wiem, że ona to powtórzy, bo usłyszy to od swoich "bogów", którzy są dla niej intuicyjnie wzorami do naśladowania. Dlatego nie jestem entuzjastką przedszkoli ze względu na ciężką rzeczywistość w postaci innych dzieci. 
Boję się w przedszkolach tego, że już najmłodsze dzieci są uczone w domach, że ubrania w jakich chodzą, buty, plecaczek - są luksusowe, takie unikatowe, jakich nikt inny nie będzie miał. Strasznie to psuje obraz dziecięcej niewinności i wprowadza takie małe istotki w świat zawiści, zazdrości i jak już wcześniej napisałam - dzikiej rywalizacji o posiadanie. Może ktoś pomyśli - ta baba oszalała. Wiem, że jest wiele wspaniałych rodzin, które oprócz pacy zawodowej cudownie spędzają czas z dziećmi i oferują im to co najcenniejsze - czas i miłość. Wiem też niestety, że większość społeczeństwa zostało permanentnie ogłupione przez mass media i nie widzą żadnych wartości w swoim życiu oprócz pieniądza. 
Boję się w przedszkolach niedoleczonych/chorych dzieci, które pojawiają się nie ze swojej winy, a rodziców. Bo oddają je z zalążkiem choroby w piątek - licząc, że jakoś to będzie, byle do soboty. Oddają niedoleczone dzieci, bo już muszą wracać do pracy, bo nie dostaną wolnego, albo co gorsza - boją się o zwolnienie. 
Boję się w przedszkolu jeszcze jednego - Halloween. Tak to nie żart - gardzę tym "świętem", uważam je za szkodliwe. Oswaja ono dziecko z monstrualnymi postaciami - zombie, szkieletami, strasznymi dyniami. Nie chcę żeby moje dzieci kiedykolwiek brały w tym udział. Tym bardziej, że okolice 1 listopada są czasem zadumy, wyciszenia i uświadomienia sobie, że każdy z nas kiedyś umrze. A Ci którzy już odeszli zasługują na naszą modlitwę - w ciszy.
Dlaczego więc ostatecznie zdecydowaliśmy się oddać naszą Klarę do przedszkola ? Wybraliśmy przedszkole prywatne, w którym jej grupa liczy 19 dzieci. I zostawiamy ją od 8.30 do 12.00. Uważam, że tyle wystarczy aby "poczuć" grupę rówieśniczą, przeżyć kilka godzin w ciągu dnia bez rodziców, nauczyć się samodzielności. O zaletach przedszkola możecie przeczytać w zasadzie na każdym blogu. Tego Wam oszczędzę. Jednak wierszyków i piosenek nie musi się Klara uczyć, bo od około 4 miesięcy sama śpiewa piosenki, a w każdej wolnej chwili uczę ją wierszyków. Dla chcącego nic trudnego. 

Najważniejsza moja myśl, którą chciałabym się z Wami podzielić i jednocześnie nakłonić do przemyśleń. 

Dziecko nie wychowuje się w przedszkolu, dziecko wychowuje się w domu, w którym poświęca mu się swój czas i miłość.












Zdjęcia jak zawsze Jagoda Kasznia

Prześlij komentarz